<title_newspaper="Przekrj"> 
<title_article="6 zotych za godzin"> 
<author_1=Maria Zientarowa>
<author_2=>
<language=pl> 
<style=press> 
<year="1954">
<month="4">
<date=1954-04-18>
<period=w> 
<status=1_obieg>
<support=paper>
Matka Janka wanie staa w kuchni nad grub ksik kucharsk, w ktrej szukaa odpowiedniego przepisu na wykorzystanie resztek wczorajszej sztuki misa, kiedy rozleg si dzwonek u drzwi.
 Kasiska jestem  powiedziaa starsza kobieta w przyciasnym palcie i placku z zielonej weny nagowie.  Przysaa mnie ta pani z Polnej co to pani wie. Gdzie jest kuchnia?
 Pani do sprztania?  ucieszya si matka Janka.
 Do sprztania  powiedziaa pani Kasiska.  Mam wolne pitki. Bior sze zotych za godzin. Pior, prasuj, jem obiad. Czy jest pies?
 Nie, niestety nie mamy psa  powiedziaa matka Jasia przepraszajco.
 To pani szczcie. Bo ja psw nie znosz i noga moja nie postanie w domu, w ktrym trzyma si psy albo jakiekolwiek inne zwierzta. Za to widz duo ksiek  dodaa z przeksem. Ale to apie kurz.
 To mj m  powiedziaa matka Jasia popiesznie. Mam ma i dwch synw. Ale chopcy s cay dzie w przedszkolu  dodaa zaraz.  Wracaj dopiero o wp do pitej do domu.
 Teraz jest szsta  stwierdzia pani Kasiska sucho.
 Nie ma ich w Warszawie. S u mojej matki w Bierutowicach.
 To dobrze. Ja lubi jak kto mi od razu wszystko mwi co i jak. eby potem nie byo niespodzianek. Jedna pani to przez trzy tygodnie ukrywaa przede mn kota. Zanosia go w moje dnie do ssiadki i wynosia skrzynk z piaskiem na podwrze. Ale ja mam nosa, powiadam pani. Co wejd do mieszkania to wcham i myl sobie, tu maj kota. Ale nic nie mwi. Tylko przyszam drugi raz wieczorem, e niby to zapomniaam torb od zakupw. Wchodz i co pani myli, kot i to jeszcze czarny ley u tej pani na tapczanie. Moja noga wicej tam nie postaa. No i co, bdzie si u pani sprzta na Wielkanoc?
</support> 
</status> 
</period> 
</date> 
</month> 
</year> 
</style> 
</language>
</author_2> 
</author_1> 
</title_article> 
</title_newspaper>
